STRONA GŁÓWNA ˇ O MNIE ˇ NAGRODY I WYRÓŻNIENIA ˇ DOŚWIADCZENIE ˇ KONTAKT Wtorek, Listopad 24, 2020
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 52
Najnowszy Użytkownik: FrancisDak
TEATR PARRA
DOM TWÓRCZY
ADAM SNARSKI WEBSITE
E-TEATR. PL
TEATR W DRODZE
TEATR.WIN
PEJZAŻ BLOG
AKCJA SAMOTNOŚĆ TO NIE CHOROBA


Na stronie Teatru w Drodze AGRADA zapowiadałam akcje "SAMOTNOŚĆ TO NIE CHOROBA TO STAN DUSZY" Wejdźcie, poczytajcie na stronie www.agradaart.cba.pl w linku PROJEKTY o akcji

DRUGA ODSŁONA - JULKA KOZUBEK I JEJ OPOWIADANIE "JESTEM"

Mogłem iść przez życie z zamkniętymi oczami. Mogłem kierować się czyimś sumieniem. Mogłem nie słuchać innych. Mogłem…

Czasami myślę nad tym co zrobiłem źle. Uciekam w przeszłość, nie zauważając przebiegu czasu teraźniejszości. Poprawne, lub mniej poprawne dusze, które mijam na swojej drodze, niemal idealnego życia pozwalają mi dostrzegać błędy jak i dobre strony mojego serca. Czasami to właśnie ono przywraca mnie do rozsądku, jednak zdarza się, że jest przyczyną walk, pomiędzy duchem, a sumieniem. Najmniejsze fragmenty wspomnień przynoszą tak dużo wrażeń. Najmniejszy deszcz zostawia po sobie ślady. Czasami dostrzegam żal innej osoby. Potrafię ją pocieszyć, ale są dni kiedy mam ochotę cierpieć razem z nią. To że coś wiem, nie znaczy ze musze zostawiać to dla siebie. To, że znam odpowiedz na jakieś pytanie, nie znaczy że nie mogę odkryć jej na nowo. To, że jestem tutaj, nie oznacza że nie wiem, jak żyją inni. Ból, to podstawowa praca mojego serca. Szczęście, to najczęściej wytwarzany czynnik przez moją dusze. Potrafię iść i patrzeć prosto przed siebie. Ze słuchawkami w uszach świat wydawał by się piękniejszy, ale ciągle uczę się, jak nie odstawać od innych. Poznaje rzeczywistość. Niemal tak przejrzystą jak łzy, których dzisiaj nie musze się wstydzić. rzadko życie płynie szybko i bezboleśnie. Jeśli już tak się zdarzy, dobre fragmenty scenariusza mojego świata, mijają nieubłaganie i niezauważalnie szybko. Wiem, że nigdy nie będę najlepszy. Nie nastawiam się na niepewny sukces, ale może właśnie to czyni mnie innym. Codziennie zbliżam się miłością do Chrystusa, nie myśląc tylko o sobie, ale także o innych. Rozumiem już niektóre walory świata, jednak jego wady nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Znam dobre ulice mojego umysłu i korytarze bez wyjścia, nie pozbywając się smutku (marzenia). To, ze znam siebie, nieznaczny wcale, ze kiedyś nie będę musiał poznawać się na nowo. To że znam kogoś, nie znaczy że będę znać go do końca. Nie znaczy że ta osoba zawsze przy mnie zostanie. Nie cierpię chciwości, materializmu, nie lubię wytykać ludziom ich wad, bo one się zmieniają, wspomnienia nie. Dlatego tak ciężko żyć w zgodzie z innymi. Zastanawiam się jaką postacią dla świata jest człowiek. Może odkrywcą dla samego siebie, może niszczycielem pięknej kiedyś planety. Wiem jak niszczyć, ale nie umiem czegoś naprawić. Są dni, kiedy jestem dla siebie wzorem. Są dni, w którym czuje że ktoś za mną idzie. Dopiero później wiem, że podąża za mną mój własny anioł. Jednak gdy nie czuje jego obecności świat staje się szary i mniej przejrzysty od mgły. Wyolbrzymiam swoje błędy wytykając je sobie z jeszcze większą chciwością. Czasem chce wstać i przeżyć kolejny dzień, ale czasami nie chce podnosić się z twardej podłogi, bo wiem, że nie spełnię swoich marzeń. Są dni w których nie mogę myśleć, ale przychodzą też takie kiedy blask nieba rozjaśnia mi pomysł, na dalszą drogę życia. Każdy ma jakiś nałóg. Coś bez czego nie Mozę żyć. Być może moim jest szczęście i szczerość….

Ludzie przychodzą i odchodzą, to jak długi tunel. Każdy może się z nim zmierzyć, jednak niektórzy poddają się już na początku. Gdzieś z boku zostawiają marzenia i podejmują próby dotarcia do mety bez wysiłku. Marze o tym, żeby kiedyś samemu dotrzeć do światła, które z dnia na dzień jest coraz bliżej. Jeśli spełnię swoje marzenia dojdę do końca przed śmiercią i spotkam ludzi, którzy powinni na mnie czekać. Być może ci, których widuje dotąd na co dzień. Być może ci, przy których ciałach wyleje najwięcej łez. Jeśli to nie wyjdzie zginę gdzieś po drodze. Może jednak mój duch dotrze za mnie do bram niebios. A może ktoś sam wezwie mnie tam wcześniej…

Nie jestem zamknięty w sobie. Nie świece lamp na cmentarzu dla samego siebie. Nie jestem inny. Nie uciekłem z ośrodka ludzi, dla których świat nie widzi przyszłości. Nie jestem gorszy. Żyje całym sobą, nawet jeżeli nie mam tego co ty… nie patrzę na ciebie jak na każdego. Jesteś jak anioł, który odwiedził moją dusze, niemy, bo nigdy się nie odezwał. Gdy mam cierpieć, tęsknie za wami i za tobą. A gdy musze odejść odchodzę przez was i przez ciebie. Nie boje się tego, jak widzisz mnie w swoich zamazanych grzechem oczach. Nie myślę o tym czy pamięta mnie twoje pozbawione miłości serce. Nie słucham twoich myśli i nie odczytuje twoich marzeń. Ja musiałem radzić sobie sam. Jesteś przeklętą istotą która nie chciała mi pomóc. Ty i wy! Nienawidzę ludzi. Nie chce patrzeć na ciebie dlatego w moich oczach przyjmujesz inną twarz. Kocham to, co nie potrafi krzywdzić. Pustka wypełnia moją dusze jak brylant twoje serce. Nawet nie wiesz czym jest samotność. Nie rozróżniasz żalu od rozczarowania. Nie znasz definicji słowa smutku i cierpienia, a tak bezlitośnie próbujesz udowodnić mi że żyjesz gorzej niż uliczny wyrzutek przeklętego społeczeństwa. Nie znam wiary w energie, które chodzą po tej ziemi. Nie nam rozsądku i umiaru. Nigdy nie widziałem rzeczy, o których na co dzień mówi się w moim własnym raju. Obijam się o mury tunelu życia, nie jadę do końca pociągiem jak szlachta, która wyrzuca papierki z okna. W gruncie rzeczy czasem coś w nich zostaje. Uciekam przed świtem, ale wiem że mogę jeszcze być tam pierwszy. Jestem lepszy od was, bo mogę przeniknąć przez mgłę, która zasłania wasze brudne od pychy powieki. Jestem mocniejszy bo mam koło siebie własne anioły. Jestem dumny ale w przeciwieństwie do was ze swojej wiary. Może nie widzę swoich przyjaciół, ale czuje ich zapach, moja dusza rozpoznaje w powietrzu grozy ich dobroć. Najczystsze walory świata podróżują przez labirynt życia właśnie ze mną… przechodzę, a może raczej uciekam od przeszłości, podążając na przód. Nie wracam do tego co było i nie myślę nad tym co będzie. Życie z dnia na dzień uwalnia myśli, ale także rozlewa łzy, które przez lepsze chwile życia zbierają się w najciemniejszej stronie mojego wnętrza.

Chcesz wiedzieć kim jestem?
Ale Karolem widzianym oczami błaznów dzisiejszego społeczeństwa, czy niewolnika własnej duszy?
Jak widzą mnie zwykli pasożyci tej planety?

Zaśmiecam brzeg chodnika i straszę ich małe dzieci przy śmietniku pełnym wykwintnych dla mojego podniebienia posiłków, spożywanych przez moje usta raz dziennie. chodzę w długich spodniach gdy jest lato i nie mam kurtki gdy nastaje zima. Nie mam domu, ogrzewania, szczoteczki do zębów, butów i nawilżonych dłoni. Posiadam za to brudną i przesuszoną skórę. Zielony koc i resztkę godności, bo nigdy nie pójdę do przytułku…. Każdy dzień jest taki sam. Każda godzina niesie ryzyko. Czy uda mi się przetrwać. Czasem wydaje mi się, że żyje w próżni, jednak gdy zamykam oczy widzę tylko blask szczęścia wysyłany z rąk mojego cienia… Gdybym mógł zaplanować życie, jechałbym tamtym pociągiem. Gdybym wiedział co jest jutro przygotowałbym się do tego dzisiaj. Gdybym znał prawdę nie musiałbym doszukiwać się jej w innych. Gdybym tylko mógł, wszystko stało by się czystsze, a naiwność przestała by zasłaniać innym dusze. Życie nie wydaje się być dla mnie przyjazne. Chyba na siłę wpycham się do przedziału szczęścia…
- prawda Judasz? – spytałem jednego z moich wiernych przyjaciół – skąd ja to znam. Niemy anioł. Nawet wy wiecie jak mnie zranić.

Brudne ulice to mój dom. Pustka i smutek to moje wnętrze. Skąpe marzenia. Jest ich tak niewiele. Jedno albo dwa. Całe życie spędziłem na polu, bez dachu. Lecz jeszcze nigdy nie odnalazłem gwiazdy, by mogło się ono spełnić

JESTEM

Bo musze, bo chce, bo nie umiem odejść. Siedzę oparty o szary krawężnik. Jest niedziela. Niemal wszystkie ławki w parku są zajęte. Może jest już dwunasta. Może jest już lipiec. Może jest już na mnie czas. Szary chodnik i krytyczny wzrok ludzi, którzy spoglądają na mnie z obrzydzeniem i niedowierzeniem jednocześnie. Nie chce odstraszać innych, zresztą w zmywającej z mojej twarzy bród łzy gromadziły się już w zaspanych powiekach. To ten, nieubrany i nieumyty pijak. Pewnie jakiś ćpun. Każdy kto mnie widzi, wyrabia sobie opinie na mój temat. Podniosłem się i odsapnąłem. Miałem podarte buty. Niemal nie dało się w nich stać. Zdjąłem jednego i wyrzuciłem do kosza. Jakiś człowiek spluną obok ławki, na której siedział. Zapewne na mój widok. Nie miałem skarpetek. Pod śmietnikiem niedawno znalazłem granatowe dresowe spodnie, które teraz mam na sobie codziennie. Są tylko lekko podarte na kolanach. Ale to zapewne z klęczenia pod kościołem. Ramiona okrywa mi szary ze starości podkoszulek i czerwona puchowa kurtka, którą ku zdziwieniu innym nosze bez względu na to, jaka jest temperatura. W ręce mam czapkę, którą znalazłem zimą w klatce schodowej pewnego bloku. Zazwyczaj o takiej porze roku chowam się w piwnicach, by przetrwać i nie odmrozić kończyn. Nawet nie jestem ubezpieczony. To brzmi tak banalnie. Jestem dorosły i nie mam nic oprócz wiary, ale dzisiaj nie można przełożyć jej na majątek. Z resztą nawet gdyby tak było, nigdy bym tego nie zrobił. Jezus to zupełnie oddzielna strefa mojego życia. Dla niego poświecę wszystko, chociaż tak mało mam. Oddam mu każdy grosz, którego godzinami szukałem na ulicy, zbierając na bułkę i każdą, krople wody, którą przyniesie deszcz. Dla niego mógłbym chodzić do końca życia z cierniami powbijanymi w stopy. To jego dom pozwala mi przeżyć, gdy natura nie pozwala mi zamieszkiwać swoich wolnych ścieżek. Najbardziej drogocenna rzecz jaką mam to mały krzyżyk, który zrobiłem z kawałka patyka, ocierając go starannie o ostry kamień. Mam go w kieszeni. To jak talizman, który daje mi siłę.

A więc podniosłem się i przeszedłem parę kroków, jednak gorące płyty parzyły mnie, w bosą stopę. Wróciłem się i sięgnąłem do śmietnika odzyskując buta, którego przed chwilą tam zostawiłem. Ta sama osoba znów zmierzyła mnie wzrokiem. Przetarłem sobie czoło. Było gorąco. Chyba zakręciło mi się w głowie. Ruszyłem przez parku nie zwracając uwagi na innych. Oparłem głowę o wysoki i zimny słup latarni. Po chwili znów ruszyłem. W głębi ducha modliłem się o trzy minuty deszczu. Chciałem schować się do cienia. Odszedłem nieco od centrum parku i usiadłem pod drzewem. Nikogo nie było w pobliżu. Złapałem na kawałek trawy. Przyłożyłem ją do ust i zacząłem grać. Zapominając o rzeczywistości. Spoglądałem w Prost na moich przyjaciół. Cała trójka białych aniołów, których nie dostrzega nikt oprócz mnie.



O L A B E Z Ł A D A - ROZPOCZĘCIE AKCJE

Opowiadanie niesamowitej, młodej 18 to letniej Dziewczyny OLI BEZŁADA z I LO w Nowym Targu Poczytacie więc na poczatek w odcinkach opowiadanie pt LAURA, oto pierwszy z nich


Piasek. Dużo piasku.Szum oceanu, powiew nadmorskiej bryzy. Czy można czuć się lepiej? Czego brakuje człowiekowi wpatrującemu się w księżyc, który kształtem przypomina coś tak niedoskonałego, że masz ochote objąc go ramieniem i powiedzieć: "Nie martw się stary, każdemu się to zdarza." Czy potrzeba ci piwa? Proszę, dostaniesz je jak tylko na nie zasłużysz. No tak, jesteś jednym z tych szczęśliwców, którzy zasłużyli na szczęście w postaci złocistego napoju, który nie szczędzi nam bzdur wygadywanych pod jego wpływem. Weź go sobie. Smakuj go. Niech rozpływa ci się w ustach. Poczuj przyjemne drapanie miliona bąbelków w przełyku. Niech drażnią cię i łaskotają. Pozwól im na to. Niech cie to uszczęśliwi. Proszę. Sięgnij po co tylko chcesz. Na co czekasz? Bierz co ci dają idioto, bo inaczej nigdy z nimi nie wygrasz. Możesz być silniejszy, ale za to się płaci. Cena zależy od ciebie, ale nie łudź się, zazwyczaj jest wysoka
-Masz szczęście, że dzisiaj nie chciało mi się machać niepotrzebnie ręką, glupia szmato. Zabieraj sie stąd i weź pieniądze. Na dzisiaj pokazałaś na co cie stać. Nie wiem po co zostaje się dziwką, jak marnie to komuś wychodzi. Nawet mi nie stanął.

Jego widok był obleśny. Pospiesznie spakowała wszystkie swoje rzeczy. Torebka była tak zniszczona, że zaczeła sie jej wstydzić. To śmieszne. Nie wstydzi sie tego co robi, tylko co z tego ma. Nie stać jej nawet na kurewską torebke. Jeszcze raz spojrzała na niego. Chciało jej się wymiotować. Z jednej strony czuła się brudna, z drugiej zaś obojętna na to, co przed chwilą musiała zrobić. Żadna praca nie hańbi. Czekała tylko na to, kiedy dostanie się do mieszkania i zmyje z siebie ten cały gnój. Nadal czuła na swoim ciele jego pot. Przenikł jej ubranie. Nie mogła znieść jego zapachu. Przenikł ją cała. Dotarł do umysłu i zalał go jak trucizna. Pospiesznie się ubrała i zgarnęła ze stolika to, co jej się należało. Całkiem nieźle. 250 euro to juz calkiem duża suma. Kupi sobie za nią nową torebke. Wyszła. Zamknęła za sobą drzwi jednoczesnie zamykając za soba dzisiejszy dzień. Czemu za tymi drzwiami nie mogło kryć się jej życie? Było tak samo koszmarne jak rozgotowany makaron czy tani papieros. Może to bylo jej przeznaczenie? Borykać się z tym do końca? Jak zaczynasz tak kończysz.

Zeszła powoli po klatce schodowej i wyszyła na ulice. Coś potwornie uderzyło w jej płuca. Świeże powietrze, no tak. Musiała przyzwyczaić się do oddychania. Ruszyła na przystanek. Miała nadzieje, że złapie jeszcze jakiś autobus. 2.30. Będzie chyba jechał jakiś nocny. No tak, dopiero o trzeciej. Jakie plany moja droga? Nie po to masz nogi, zeby je tylko rozkładać. Ach, tak, zapomniałabym o tym. No to ruszajmy, może zrzuce jeszcze jakies niepotrzebne kalorie w moim brudnym, przesiąkniętym wszystkimi syfami tego świata ciele. Papieros? Czemu nie. -Przepraszam, nie ma pam moze papierosa, żeby mnie poczęstować? -przystojniaczek, naprany, imprezy, seks, alkohol i klubowa muzyka. Szybka klasyfikacja. Będzie się przystawiał. No nic, ale szybciej da tego cholernego papierosa.
-Jasne. Częstuj się.
Może to jednak złudzenie. Naprany? Lekko podchmielony. Stereotypy. Nie każda nazwana dziwka jest dziwką. Nie każdy młody chłopak jest prostakiem i to w dodatku pijanym.
-Dzieki.
Malboro czerwone? Musi być bogaty. Cóż, może zawsze być prezesem jakiejś firmy, albo alfonsem. Tak, James też jest bogaty. Zajmuje się sprzedażą kobiecych tyłków. Jakby mógł to sprzedałby je wszystkie i dorzucił jeszcze połowe kobiecego świata. Oczywiście bez zgody każdej ze sprzedawanych kobiet. To dobry biznesman. Aż za dobry.
-Co robisz tutaj o tak późnej porze? Paryż to miasto zakochanych, oczywiście, ale również miasto pijanych i chętnych na każdą dziewczyne mężczyzn, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że tam gdzie jest sie niemile widzianym, nie wkłada się swojego nosa, albo innej częsci swojego ciała.
-Wracam z imprezy-jakie to smutne Lauro. Tak mi przykro z tego powodu. Czemu uciekasz się do tak nikczemnego kłamstwa. Za cene czego? Chcesz się pobawić?
-Kompletnie trzeźwa? -mówiąc to odpalił jej i sobie wcześniej włożonego do ust papierosa.- Franco, miło mi. Jak ci na imie?
-Laura.
-Czym się zajmujesz Lauro? Modeling? Aktorstwo? Może praca w dużej korporacji wraz z tysiącem nudnych i szarych ludzi, którzy nie umieli spełniać swoich marzeń? Przepraszam jeśli uraźiłem, ale....
-Jestem studentką. Romanistyka.
-Imponujące.
-Kim zatem jesteś ty?
-Jestem malarzem, etatowym muzykiem i zawodowym, cholernie profesjonalnym nikim. Czekasz, czy idziesz? 2.40.
-Czekam, a ty?
-Ide.
-W takim razie dobranoc panu. Miło było poznać kolejnego nieudacznika.
-Piękny uśmiech zdradza prawdę, a nie sarkazm, wiedziałaś o tym? Dobranoc Lauro. Było mi miło poczuć twój wzrok na mojej skromnej osobie. Wpadnij jutro na koncert do tego klubu-mówiąc to pokazał na skromny budynek za jej plecami.- Będe tam. Jak zobaczysz mnie na scenie, to nie pomyśl sobie, że jestem tam specjalnie. To z pewnością bedzie czysty przypadek.
Jedno spojrzenie przenikających na wskroś oczu koloru ciemnej czekolady z domieszką orzechu. Odwrócił się, rzucając niegrzeczny uśmiech na odchodnym i znikł. Tak nierealny. Tak nieprawdziwy. Przyszła pora na odkupienie swoich win?



C Z Ę Ś Ć D R U G A
Ciepło promieniowało z jej ciała. Przyjemnie muskając toczyła się po jej plecach kropla ciepłej jeszcze przed chwilą wody. Musiała zdecydowanie się streszczać, bo w kamienicy mieszkało zbyt wiele ludzi, żeby korzystać z gorącej wody przez cały czas. Ona przecież zawsze się kończy. Tak jak i wszystko, co dobre. Wszystko co dobre dla nas, oczywiście. Niesamowite jest to, że każdy z nas inaczej wyobraża sobie swoją szczęśliwą minute, godzinę, wieczność. Każdy posiada swoją własną, niezrozumiałą dla innych kategorie, do której wkłada swoje małe prywatne coś. Co było dla niej najlepsze? Nierozpamiętywanie. Życie teraźniejszością. Może nawet przyszłością. Byleby nie oznaczała ona dalszego dawania dupy. Aż prosi się o poprawe. Ale co ma zrobić? Iść z tym do Boga? Ale gdzie był Bóg jak dostawała w twarz raz za razem od swojego znienawidzonego ojca? Gdzie był Bóg, gdy matka zapijała się na umór i przepijała swoją marną pensje? Gdzie był Bóg, kiedy jej brata postrzelono, bo zachciało mu się zabawy w ciuciubabkę z lokalną społecznością. Przyłapano go jak kradł. Mała niewinna rzecz. Jabłko. Dwa, bo dla niej też miało być. W końcu od paru dni nie mieli niczego w ustach. Od dziejów jabłko to zakazany owoc. Dlaczego więc powielamy błędy naszych domniemanych rodziców? Co dzieje się w psychice zrywającego jabłko? O czym myśli? Mało czasu na odpowiedź.
Usiadła na swoim brudnym, pokrytym masywną ilością petów balkonie. Stary taboret zaskrzypiał pod jej ciężarem. Sączyła widok miasta. Wszystkie kolory i barwy. Wszystko to, co stwarzało jego piękny obraz. Wieża Eiffla. Największy punkt na widnokręgu. Nigdy na niej nie była. Papieros. Odgłos zapalniczki.
-Cholera, złuszczył mi sie lakier.
No tak, bo był tani. Jak sie cenisz, tak wygłądasz. Marnie, marnie.
A jednak myślała tylko o nim. Matko, to chyba nie było aż tak realne, żeby mogła w to uwieżyć. Miała ochote pójść na ten koncert. Wykręciłaby się jakoś Jamesowi. Powiedziałaby, że źle się czuje tam na dole. Potrzebuje dnia, może ewentualnie dwóch wolnego. Wyciągnęła zasponsorowaną przez swojego jedynego i niepowtarzalnego alfonsa komórkę i wykręciła do niego numer. Sygnał...sygnał...sygnał...
-Halo?
-Cześć to ja.
-Witaj maleńka. Jak się czujesz. Gotowa na dzisiaj? Daj mi swoja niunie do telefonu, bo właściwie to pytanie do niej. W dupie mam co myślisz na ten temat pomimo tego, że cię kocham jak własny portfel.
Sarkastyczny drań. -Nie moge dzisiaj. Niunia nie czuje sie najlepiej. Ten tłuścioch nie używa żadnego nawilżacza, a jak go o to prosze to dostaje niezła zjebe. Chyba wyobrażasz sobie, że nawet nie chce mi sie podniecać na jego widok. Wiobrażam sobie nawet papieża i nic.
-No dobrze, Veronica cie zastąpi. Ale żeby to było ostatni raz. Kase dostaniesz jak do mnie przyjdziesz. I zacznij sobie wyobrażać mnie, to nawet twój niewidoczny kutas ci stanie.
-Jasne, dzięki za rade. Trzymaj się.
Czerwona słuchawka. Chyba zaraz zwróci resztki tego co zjadła przed chwilą.
-Ide na ten koncert. Ide.
Dokończyła papierosa i ruszyła do swojej sypialni, w której miesćiła się również kuchnia i salon. Bardzo oszczędnie i ekonomicznie, nie ma co. Co na siebie włożyć? Boże, każda z nas zadaje sobie to pytanie chyba więcej razy niż: " Czy ja zaspokajam mojego faceta?" To takie żałosne. Spróbujmy dzisiaj troche bardziej agresywnie. Czerwień i czerń. Idealna kombinacja. Od razu zwróci na nią uwagę.
-Czemu ja się łudze? On nie zwróci na mnie uwagi. Jestem dziwką.

* * * -Dzisiaj uświadomiłeś mi, że nie jesteś takim zerem na jakiego wyglądasz- siorbnęła łyk coli z puszki. Czuła się jak nastolatka, która siedzi teraz ze swoim super przystojnym chłopakiem na ławce w parku i udaje najszczęśliwszą na świecie, a w głowie planuje już z nim ślub, a zaraz potem trójkę idealnych dzieci. To miło z jego strony, że zabrał ją do tego parku. Chociaż był na obrzeżach ulatniał się w nim niesamowity zapach. Wszystkie te drzewa znajdujące się w około nich wydawały z siebie piękną woń, a ona dodatkowo mieszała się z jego feromonami. -Poza tym, niezłe jest to, co robisz swoimi palcami i to, jak obsesyjnie wydajesz się podniecony stycznością z gitarą. Pasujecie ze sobą. Wyglądasz tak, jakbyś własnie tańczył z nią zmysłowe tango.
-Kobieto, w jakim języku ty mówisz? Chociaż podoba mi się to, że tak mnie odbierasz. Podobam ci się gdy szczytuje z moją struniastą partnerką?
-Oczywiście.
-To dobrze. Skończmy już bawić się tą colą. Masz, piwo. Wiesz, że jest o wiele lepsze, prawda? Papieroska?
Przytaknęła. -Zuch dziewczynka. To mi się w tobie podoba. Opowiedz mi coś o sobie, o twojej filozofii życia.
-Myśle, że to ty powinieneś mi o tym wszystkim opowiedzieć. To ty tutaj robisz za artyste
. -Pierwszy cie o to poprosiłem- Odpalił jej papierosa, póżniej sobie.
-Nie jestem przyzwyczajona do tego, że dużo mówie o sobie. Musisz dać mi szanse. Jeśli kiedyś ci zaufam to powieże ci odpowiedzialność za moją filozofie świata. Inczej nie umiem- zaciągnęła się dymem nikotynowym i od razu pożałowała tego co powiedziała. Takie zagranie potęguje ciekawość drugiego człowieka.
-Widze, że kreujesz się na niedostępną. Nie wstydź się, jestem przeciętnym malarzem. No ale dobra, dobra. Chcesz o mnie? Przygotuj się na coś co nie jest w stanie przyjąć do siebie przeciętniak z super marketu. Superlatywy czy wady?
-Oczywiście, że wady.
-Okej, okej. Moje słowo to neurotyk. O! I nałogowiec. Lubisz nałogowców?
-To zależy od czego jesteś uzależniony?
-To co artyści i inne szumowiny lubią najbardziej. Używki! - wykrzyknął to słowo z tak niesamowicie triumfalnym uśmiechem na swojej twarzy, jakby był z tego wszystkiego dumny. Potem zaczął się śmiać. Ale w jego oczach nie było tego obezwadniającego śmiechu. Raczej pożałowanie własnej osoby. Ona się nie śmiała, obserwowała powolną zmiane jego humoru. Kąciki ust powoli opadały na dół. Żeby zamaskować narastające napięcie, pociągnął łyk piwa, dwa, trzy. Trwało to wieczność, w końcu się odezwał. - Wyczułaś?
-Jak cholera. Nie bój się, używki to nie jest tylko twoja działka. Ja również, jak widzisz na załączonym obrazku, poddaje się ich mocy.
Uśmiech.
-Wiesz jak bardzo pomaga mi jedno twoje spojrzenie? Masz cos tak niesamowitego w tych twoich psotliwych niebieskich oczach. Władczość. Tak bym to nazwał. A twój uśmiech? Jest powalający.
-Opowiedz mi coś o twjej rodzinie.
-Moja rodzina? -wzruszył ramionami.- Moja rodzina jest kurewsko do dupy. Jestem pół hiszpanem, pół francuzem. Moja matka była stąd, z Paryża, ojciec z jakiejś prowincji na południu Hiszpani. Jakoś się tam poznali i spłodzili trójke dzieci, w tym mnie, najmłodszego. Mam jeszcze siostre i brata, którzy są nieprzeciętnymi ludźmi. Osiągnęli sukces zawodowy, mają własne rodziny i są szczęśliwi na pokaz, ale raczej nie ingerują w sprawy swojego brata. Rodzice się rozwiedli, matka umarła pare lat temu. Od tamtego czasu nie widziałem ojca. Widze tylko jego pieniądze, które nie są mi do niczego potrzebne. To gruba ryba. Posiada jakąś wielką firme, w której podziemiach roi się od hery i marihuany. Dlatego też wyjechał do Argentyny, gdzie sypia z każdą napotkaną na jego drodze dziwką.
Ostatnie słowo odbiło piętno na jej psychice. Łomotało w jej głowie przez pare dobrych sekund. Nasunęło się jej jedno pytanie:
-Gardzisz takimi kobietami?
-Właściwie to nie, bo każdy ma jakieś problemy i wydaje mi się, że sprzedanie swojego ciała i godności to najszybszy sposób na to, aby jakąś pomoc w postaci pieniędzy otzymać. Gardze ich psychiką.
-Właściwie to nie wiesz co w ich głowach siedzi- Ale jadnak miał racje.
-No nie. Jak którąś spotkam to dam ci znać. Obiecuje. Narazie nie miałem okazji nawet z takimi kobietami porozmawiać, z pewnością muszą być interesujące.
Halo? Przecież właśnie rozmawiasz. Już spotkałeś, więc czekam na znak.
Wyrzucił przed siebie zużytego do ostatku papierosa. -Co robimy? Tam mam mieszkanie-pokazał na zniszczoną kamienice. Miała w sobie coś, co odpychało i napawało lękiem. - Zapraszam do siebie na czysty i niewinny seks. Zachowujmy się jak dorośli ludzie. Nie bawmy się w trzynastolatków trzymających się za ręke. Co ty na to? I tak do tego dojdzie. Jak nie dziś to jutro. -Widze, że jesteś bardzo bezpośredni. A co jeśli ja wole potrzymać się za ręke i uśiaść ci na kolanach? -Wyglądasz za bardzo seksownie. Nie moge przemuścić takiej okazji. Po co, skoro ma się koło siebie cud? Wstała z ławki, obeszła ją i usiadła mu na kolanach. Objęła go za szyje i czekała. On tylko się wpatrywał. Potem objął ją w pasie.
-Chcę być nastolatką. Nie miałam tego kiedyś, więc chcę teraz.
-Mam ci kupić lizaka? Tak to się robiło?
Śmiech. Tylko Śmiech. Nie pozostało nic innego tylko zacząć się śmiać. Bardzo dobrze jest czasem być do przesady dziecinnym. Tylko tak przez sekundkę, bo życie zaraz potem przypomina o sobie i o swoim istnieniu. Patrzy przez jego ramie i uśmiecha się do ciebie. Patrzysz na swoje kieszonkowe życie i podejmujesz decyzje. Jest albo zła, albo dobra. Zależy od sytuacji, w której właśnie się znalazłeś. Czasem, gdy podejmiesz już decyzję, skutki są nieodwracalne. Może już nigdy nie być tak jak było. Może nie zadzwonić. Może zapukać do twoich drzwi. Ona podjęła już decyzję. Nawet jeśli okaże się zwykłym konbieciarzem, ona dalej będzie czuła się jak zwykła dziewczyna, która troche się zadużyła.
-Na co czekasz?- zapytał nieco zatroskany, ale to bardziej podejrzliwość promieniowała na jego twarzy. Jaki ruch teraz wykona?
Nachyliła nieco twarz. Poczuła jego woń. Przechyliła głowę i już chciała to zrobić kiedy sobie coś uświadomiła. On powoli zamykał oczy.
-Wiesz co w takiej chwili jest najlepsze? -Ocknął się jak po ciężkim śnie.- Oczekiwanie na ten pocałunek. Kiedy dwie osoby są już tak blisko. Moment zbliżenia do siebie twarzy. Wtedy czujesz, że osoba z naprzeciwka jest w stanie oddać ci się w całości. Chce byś zawładnął jej lękami, słabościami i wszystkimi jej nieudogodnieniami. Czujesz się wtedy za dobrze, żeby przerwać, nie myślisz o konsekwencjach swojego czynu. Chcesz w to wejść. Jesteś gotów na inwestycje. Nie czytasz umowy, po prostu ją podpisujesz.
Położył dłoń na jej policzku. Powoli go pogładził. Zchodził w dół. Zarysowywał mape. Szyja, obojczyki, piersi, talia. Zatrzymał się na biodrze. Koniec przejażdżki. Czas wysiadać.
-To co powiedziałaś jest prawdą. Chce w ciebie zainwestować. Nie wołam prawnika. Najwyżej potem podam cię do sądu.
Jeszcze raz spróbowali się do siebie zbliżyć. Teraz to Franco zainicjował spotkanie. Delikatnie, bardzo delikatnie dotknął jej ust. Wtopił się w jej smak i lekko zainicjował brutalną strone tego uczucia. Powoli stawali się jednością. Szybko, szybko, wolno. Raz inicjatywa wędrowała do Laury, raz do jej przeciwnika. Byli jak dwaj bokserzy, którzy nie weszli na ring po to, aby pić ze sobą popołudniową herbatkę i zagryzać do tego herbatniki. Spełniali daną im misję.
-Chodźmy do mnie.
-Zgadzam się.


CZĘŚĆ TRZECIA

* * * Obudziła się z ręką wzdłuż jej pleców. Kompletnie naga. Dopiero w tej chwili poczuła, co to jest wstyd. Otworzyła oczy, ale nie chciała się ruszać. Powoli, bardzo powoli z zamkniętymi oczami obruciła się na bok, w jego stronę. Franco spał spokojnie, oddychał rówomiernie. Jego klatka piersiowa bardzo powoli unosiła się w górę i opadała w dół. Dopiero teraz była w stanie przyjrzeć się jego sylwetce. Dopiero teraz zobaczyła pojedyncze tatuaże na jego przedramionach, podbrzuszu i na piersi. Przedstawiały jakieś postacie, sentencje. Wyglądało to tak, jakby na jednej z imprez wytatuowali mu to koledzy, którzy nieźle nachlani chcieli zrobić psikusa komukolwiek i akurat trafiło na niego. Musiła to przyznać. Wczoraj było cudownie. Czuła się kobietą. Chłonął ją całą, dotykał, pieścił jej zmysły. Jest cudownym kochankiem. Wie, co to miłość w łóżku. Zarys jego szczęki idealny. Zwróciła tylko na to uwagę, gdy powoli unosiła się i wstawała z łóżka z Ikei. Wiedziała już gdzie jest łazienka. Miała ochote na prysznic. Potem po prostu wyjdzie. Może od razu to zrobi? Byłoby prościej. Nie miał do niej numeru, więc gdyby mu zależało, to po prostu ją odszuka. Zaraz, zaraz. Ty go okłamałaś. Będzie cie szukać na tym cholernym uniwersytecie, będzie o ciebie pytać. Nikt nie potwierdzi, że cie zna. Potem pójdzie już z górki. Była za dobra w łóżku. Nie pokazała jeszcze wszystkich swoich umiejętności, ale za bardzo starała się zamaskować to, co potrafi. Obróciła się wychodząc z pokoju. Spał. Dobrze, a więc prysznic. Nie zamknęła drzwi za sobą do łazienki. Głupi nawyk mieszkania w pojedynke. Spojrzała do lustra. Co zobaczyła? Uśmiech na swojej twarzy. Uśmiech, który był dla niej satysfakcją. Odkręciła zawór. Zamknęła na chwile drzwiczki prysznica. Poczekała aż w środku wytworzy się gorąca para. Nie miała co z siebie zdejmować, więc po prostu weszła. Powoli zmywała z siebie wszystko co przesiąkło ją wczoraj. Jeden zapach chciała zatrzymać na dłużej. Zapach swojego wczorajszego kochanka. Chciała, żeby był jej zapachem. Rozpieszczał ją i jej podświadomość. W końcu do kogoś należała i nie musiała za to dostawać pieniędzy. Tylko czysta przyjemność. Zatraciła się w tym wszystkim. Nie chciała kończyć. Coś się pojawiło, nieczysty obraz. Coś powróciło. Jej psychika odbiła pałeczke. Coś chciało, żeby otworzyła drzwi. Coś pukało. -Dlaczego nie możesz być kimś innym, tylko tym samym gównem, którym jesteś. Odgłos uderzenia. Jej ojciec raz za razem bił ją po twarzy. Dlatego teraz miała tak wielki kompleks swojego wyglądu. Nie mogła nie wyglądać doskonale. W szkole przezywali ją ze względu na jej rodzine. Dlatego tak szybko stamstąd się ulotniła. Nie miała wykształcenia. Przed każdym nowym człowiekiem skrywała tą tajemnice. Przechowywała ją bardzo skrzętnie. Nie miała ochoty dzielić się swoim nabytym wstydem. Było jej żal tego człowieka, który zdzielił ją tyle razy po jej twarzy. Nie, przepraszam. Określał to mianem "mordy", albo "ryja". Nigdy twarzy. -Twój brat jest czymś, chociaż do ideału mu brakuje. Ty jesteś nikim. Nie potrafisz się niczym zaopiekować. Twoja matka nie żyje, a ty nawet nie umiesz zrobić mi kurweskiego jedzenia. Ty mała kurwo. Lepiej dawaj dupy, bo twoją parszywą mordą nic nie zdziałaś. Chociaż pewnie w dawaniu dupy też jesteś chujowa. Tak samo jak matka! Zatraciła się. Tylko jedna łza. Na więcej nie ma czasu, ochoty, ani siły. Naszczęście woda to kamufluje. Nagle poczuła zimne powietrze oraz obecność jakiegoś nieznanego jej uczucia. Bezpieczeństwa. Silne i rosłe ramiona objęły ją. Było jej tak dobrze. -Nie uciekaj mi. Musze ci pokazać moje popisowe śniadanie. Chyba nie chcesz przegapić tego performensu? -Robisz tak z każdą?- gdy to mówiła uśmiechnęła się. Było jej tak dobrze. Nigdy nie czuła się podobnie. Kolejny raz uświadomiła sobie, że jest tylko nastolatką w ciele kobiety, która od czasu do czasu musi wyjść na miasto i pozałatwiać różne rzeczy. -Nie, tylko z tymi, na których mi zależy. -Mam nadzieje, że przemyślałeś to, co powiedziałeś. Powoli i delikatnie odwróciła się w jego strone. Zobaczyła jego uśmiech i zadowolenie. Chciała zatrzymać ten moment, gdyż atmosfera jaka panowała w tym jednym, szczelnie zamkniętym miejscu była niesamowita. Tak absurdalna, ale zarazem tak wspaniała. Zwykły prysznic, a w nim niezwykły wulkan czystych emocji, zmysłowości, uwodzenia, gorącej pary i wody. Wszystko kipiało, jakby zaraz miało wybuchnąć. Delikatnie musnęła jego wargi, potem szyje, zagłębienie w obojczyku. Potem poszło wszystko szybko i gładko. Znowu było jej dobrze. Znowu dobrze się sprawdził w roli kochanka. Nie pozwolił jej na żaden ruch z jej strony. Ona wcale nie protestowała. Poddała się. Chciała zatrzymać ten czas, moment, a potem w domu usiąść wygodnie w kanapie z miską tanie popcornu i odtworzyć to wszystko. Przesuwać na pilocie odpowiednie dla niej momenty jej własnej retrospekcji. * * * -Czekolada na gorąco z chilli? -Spróbuj, zakochasz się. Wzięła mały łyczek napoju. Delikatnie przełknęła. Faktycznie. Pierwsze po przełyku rozeszła się sama słodycz. Potem powoli rozwijało się nowe doznanie. Odrobina pikanterii zawładnęła jej podniebieniem, przełykiem, a następnie całym organizmem. Gdy spojrzała na swojego przeciwnika poczuła pikanterie w swoim umyśle. Pragnęła go. I to ją zgubiło w całym tym chorym systemie. -Smakuje ci? -Bardzo. Mam ochote na więcej - kokieteryjnie przejechała po swoich ustach językiem. Na prawde czuła się jak szesnastolatka, która przed chwilą dosłownie odbyła pierwsze swoje spotkanie z mężczyzną. Uśmiechnął się tylko. W gorzko-słodkim stylu. -Co tak na prawdę kryje się pod twoją czekoladą? Mogę tylko się domyślać. -Tak, ty. Zaśmiała się. Chyba tylko iwyłącznie z samej siebie. Było jej właściwie tego wszystkiego tak strasznie żal. Miała ochote siąść i poużalać się nad sobą. Ale ty jesteś żałosna... Lekko wstał z krzesła i ucałował ją w czoło nachyliwszy się ponad stołem z całkiem niezłej jakości jedzeniem. Usiadł i patrzył w nią. Wyglądał jakby zawzięcie studiował mapę jakiegoś wielkiego miasta, Barcelony na przykład. Paryż już znał. Czas poznać coś innego. Tak na prawdę szukał wejścia do jej umysłu. Chciał troche poczytać w miejskiej bibliotece jej psychiki, usiąść na kawie z jej szarymi komórkami, zjeść loda z trzustką i pójść na spacer z sercem. -Skąd ty sie urwałaś? Z Sodomy? -Musze wracać już do domu. Uwielbiam Grzanki Croutons. Myślałeś, że nie wiedziałam. Zaskoczony? Dobra na prawde spadam- Wstała, nadgryzła kawałek tego wyświechtanego pieczywa, obeszła mały, modernistyczny stolik, który absolutnie nie pasował do kuchni i całego mieszkania, pocałowała Franca w policzek, co było oznaką jej dziecinności i wyszła. Pierwsze przez kuchenne drzwi. Potem przez te, które prowadzą na zewnątrz. A on milczał. Siedział i wpatrywał się w stołek, na którym właśnie siedziała jego... no właśnie, kto? Koleżanka? Znajoma? -Kurwa, kim jesteś Lauro? Uśmiechnął się tylko i powrócił do swojego nawyku żywieniowego. Kawa, grzanka, kawa, grzanka, kawa. Papieros, gazeta. "Le Figaro". Jego ulubiona, bardzo polityczna i nie przeciętna gazeta bez której nie sposób było się obejść. Prysznic już możemy odchaczyć. "Co pozostało zrobic? Ona miała zbawić mnie od złego. Miała zająć moje myśli, mój czas. Miałem dzisiaj nie wracać do tego, co zaraz się stanie. Udaje tylko, że nie jestem uzależniony. Zaraz się zacznie. Amfetamina to nie wena. Nic się nie uda. Ja będę w dołku, będę chciał się odbić od dna. Nie umiem. Jezu, proszę, pomóż. Gdzie ona jest. Jezu..." Wybiegł z mieszkania. Nic tylko biegł. Domingo powienien zaraz wracać. Zbiegł szybko schodami. Wybiegł z kamienicy i rozejrzał się. Na krawężniku zobaczył skurczoną i trzęsącą się kobietę, która przed chwilą dostała w jego mieszkaniu słowotoku, a teraz płacze i wygląda na małą, bezradna i bezbronna dziewczynka. Podszedł i usiadł koło niej. Jedyne co mu pozostało to ją przytulić i zbawić od złego. Jak będzie chciała to sama zacznie mówić. Ona dalej płakała. Nawet nie wtuliła się w jego pierś. Nie zrobiła nic. Tylko siedziała i zajmowała się samą sobą. Spodziewał się innej reakcji. Dziewczyny często po prostu chciały znaleźć w takiej sytuacji wsparcie. Powoli jednak jej spazmatyczne płakanie ustępowało. Zwolnił na chwile uścisk, by wyjąć z kieszeni spodni paczkę papierosów. Trzymał je przez chwilę w ręce, kiedy ona wyprostowała się i nawet nie patrząc na niego wzięła jednego piepierosa, odwróciła się w jego stronę, sięgnęła do jego kieszeni i wyciągnęła z niej zapalniczkę, cały czas wpatrując się w chodnik. -Nie, nie zapraszałam cię do mnie. Nie ma u mnie wejścia, w które możesz sobie bezkarnie zapukać i wejść bez wytarcia butów o wycieraczke z napisem "Welcome". Nie możesz, rozumiesz? Jak widze to, w jaki sposób mnie analizujesz. Przymykasz te swoje cwaniackie brązowiutkie oczęta jak jakiś cielak i patrzysz na mnie, czekając na to, kiedy rzuce ci się na szyje i powiem: "Tak, jestem twoja. Mogę powiedzieć ci wszystko, byle byś mnie przedymał." Nie, tak to nie działa. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Na życie trzeba sobie zasłużyć. Jak zaczynasz tak kończysz. Siedział tak, oszołomiony tym co właśnie przed chwilą usłyszał. Nie chciał zobaczyć tego jak właśnie wygląda, bo jeszcze by się okazało, że ma racje co do tego cielaka. Ona zacięcie walczyła z papierosem patrząc przed siebie. Łza za łzą leciała po jej policzkach. Ale jej twarz nie zdradzała tego, jak bardzo ze sobą walczy w środku w tej chwili. Udawła, że jest twarda. Tak na prawdę ona ma wiele słabych punktów, w które może uderzyć. -Ja też nie miałem łatwo. Zgaduję, że ze względu na twoją przeszłość nie chcesz nic mi powiedzieć o sobie. Każdy ma swoje rozterki, załamania. Zawachania. -Nie każdy jest pierdolonym nikim. Popatrzyła w jego oczy tak bardzo przesadnie, że przez chwile po prostu się jej bał. Nic nie było tak, jak się zaczęło. Wszystko legło w gruzach. Musi jej powiedzieć. Wstała. Chwycił ją za rękę i ściągnął spowrotem na krawężnik w dośc brutalny sposób. Całe to zamieszanie wygladało jak widowisko na jednej z aren, na której toerador musi wygrać z wsiekłym bykiem. On był toeradorem oczywiście. Silnym, pół Hiszpanem. Ona Bykiem. Rozjuszonym. Wściekłym. Gotowym, by zaatakować. Można powiedzieć, że przypominało również passodoble. W ich relacjach wyrażało pewną doze subtelności niźli porównanie do walki z bykiem. -Co ty... -Potrzebuje cię. Muszę zapomnieć o tym całym syfie, o tym gównie. Musze już niczego nie widzieć poza jedną rzeczą. Mam dwa zadania. Pokochać i stworzyć coś bez udziału narkotyków. Proszę. Tylko ty jesteś w stanie. Proszę. Wyciągnij mnie z tego. Miałaś coś takiego w oczach... -Mówiłeś coś o władczości. Co to ma do rzeczy? Nie będę nikogo niańczyć, wychowywać i utrzymywać przy życiu. Nie znam cię. Nie wiem kim jesteś, co będzie z Tobą za trzy sekundy. -Będę przy tobie, bez względu na wszystko. -Bez względu na kłamstwa i tymczasowy brak dystansu?! -Jakie kłamstwa? -Jestem taka żałosna! Powinnam ci od razu powiedzieć, że nie jestem studentką tylko zwykłą dziwką, która zarabia dając dupy obleśnym struchom, którym już nawet nie stają. No przykro mi, tak trzeba zarabiać, jeśli nie ma się zaplecza. O, przepraszam, powiedziałam coś niestosownego? Czy coś cię uraziło? A, mówiłeś coś o psychice prostytutek? Proszę, podano do stołu. Jak widzisz nie jest zbyt łatwa. Żegnam. Wstała. Czekała, aż kolejny raz złapie ją za przedramie. Nie doczekała się. Dobrze, że w pobliżu była stacja metra. Wpakuje się w pierwszy lepszy pociąg i nie wróci do tego miejsca, nigdy w życiu. Koniec. Nadszedł czas bycia dorosłym.
Komentarze
DPolaczek dnia czerwiec 03 2012 21:34:50
W końcu pokazałaś na co cie stać . Czekam na następną część ;]
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Nawigacja
TEATR FORMY PARRA
TEATR W DRODZE AGRADA
AKTUALNE WARSZTATY
TERMINARZ 2012
MONODRAM "bezGRZECH"
DOWNLOAD
GALERIA
KONTAKT
AKCJA SAMOTNOŚĆ TO NIE CHOROBA
MINIATURY POETYCKIE
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

bozena
31/03/2012 00:25
potwierdziła się moja wiara w młodych ludzi

czarnaorchidea
29/03/2012 16:16
hej, hej przeczytałam "samotność to nie choroba, to stan duszy"...super

bieszczady1
25/02/2011 17:56
cieszę się że znalazłam tu Cięsmiley jak zawsze z duchem czasu... :*

grazkakch
26/01/2011 17:21
Witaj Sussa!!! Ciesze się że Ci tu u mnie miło!!! Trzymam kciuki aby nikt Cie nie uprzedził :***

Susanna
26/01/2011 16:47
Gratulacje smiley dobrze mi tu :***

margrab
23/01/2011 21:10
Hey Grażka. Pozdrawiam Krzysiek z Olecka.

machcianka
23/01/2011 18:03
Ale świetny pomysł z tą stroną.. Grażynka gratuluję pomysłu i będę tutaj częstym gościem. Pozdrawiam Kasia Mach

grazkakch
22/01/2011 23:50
Ehhhh Małgoś!!!! Dzieki za te słowa!!!!

Gosia Rydlewska
22/01/2011 23:17
I czas najwyższy żeby to pokazać światu!!!! Całym serduchem jestem z Tobą i... hay milonga de amor...

Gosia Rydlewska
22/01/2011 23:10
Skarbie, aż mi słów zabrakło ze wzruszenia... Jestem z Ciebie ogrrromnie dumna! Jesteś wspaniałą artystką i cudowną kobietą!

Archiwum
Copyright © 2011

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | fashionideas.icu